
Spotkanie z Polonia Warszawa rozpoczęło się od wysokiego tempa i wzajemnego badania sił. Gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce w pierwszych minutach, ale dobrze reagowaliśmy w defensywie. Napieraj pewnie interweniował po strzale z dystansu, a blok defensywny skutecznie neutralizował dośrodkowania w nasze pole karne.
Z czasem to my zaczęliśmy odważniej atakować. Próbowali Juzvak, Kazimierczak i Ciepiela. Najlepszą okazję w pierwszej połowie stworzyliśmy po dynamicznym wejściu Kazimierczaka w pole karne – jego uderzenie z ostrego kąta z trudem obronił Kuchta. W 30. minucie po kontrataku i faulu na Majewskim, Szur obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Od tego momentu Czarne Koszule grały w osłabieniu.
Chcieliśmy wykorzystać przewagę. Były rzuty rożne, były strzały z dystansu, było coraz więcej gry na połowie przeciwnika. Tuż przed przerwą gospodarze odpowiedzieli groźnym fragmentem – strzał z rzutu wolnego zatrzymała poprzeczka, a w doliczonym czasie Napieraj popisał się ważną interwencją po rykoszecie.
Od początku drugiej połowy przestrzeni skrzydłami – Borecki kilkukrotnie wstrzeliwał piłkę w pole karne, Juzvak dorzucał z lewej strony, ale brakowało finalnego dotknięcia. Najbliżej byliśmy w 65. minucie, gdy Ciepiela po kapitalnym podaniu od Kazimierczaka wyszedł praktycznie sam na sam, jednak Salihu w ostatniej chwili wślizgiem wybija mu piłkę spod nóg.
W końcówce postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Majewski miał swoją szansę po wbiegnięciu w pole karne, Konieczny próbował z dystansu, Proczek i Nadolski szukali uderzeń w doliczonym czasie gry. Najlepszą okazję w 90+2 minucie stworzył Mateusz Karol, naciskany przez trzech obrońców, oddał mocny strzał z kontrataku, który z trudem obronił Kuchta.
Sędzia zakończył spotkanie przy naszym naporze. Zabrakło skuteczności i odrobiny zimnej krwi pod bramką rywala.
Wracamy z przekonaniem, że ta drużyna walczy do końca – i będzie walczyć dalej o kolejne punkty.